W sumie piszę, by podzielić siemoimi odczuciami. Ciężko mi jest teraz żyć. Zacznę od początku.
Jestem kobietą i ze swoim mężczyzną jesteśmy już prawei 6 lat. Raz było gorzej, raz lepiej, jak w każdym związku. Ostatnio były te gorsze chwile. Cenię w związku rozmowę, a my przes...
W sumie piszę, by podzielić siemoimi odczuciami. Ciężko mi jest teraz żyć. Zacznę od początku.
Jestem kobietą i ze swoim mężczyzną jesteśmy już prawei 6 lat. Raz było gorzej, raz lepiej, jak w każdym związku. Ostatnio były te gorsze chwile. Cenię w związku rozmowę, a my przestaliśmy ze sobą tak często rozmawiać (On miał dużo problemów, o których nie potrafił rozmawiać, bo z natury jest bardzo skryty). Ostatnio dużo wyjeżdżał, rzadziej się widywaliśmy. jednego wieczoru poszłam na sptokanie do znajomego, pogadać, rozluźnić się. I podczas spotkania (nie wspomnę o alkoholu bo to nie jest żadna wymówka) wypłakałam mu się, że nie uklada mi się w związku, że mam mnóstwo problemów (straciłam pracę, nie miałam pieniędzy na życie, trochę głodowałam) i się zaczeliśmy, całowiać, przytulać itp. nie było sexu. A jak jego casłowałam wyobrażałam sobie, że całuję swojego mężczyznę (rzadko ostatnio okazywaliśmy sobie uczucia). Po wszystkim jak najszybciej uciekłam. Płakałam cały następny dzień, miałam wyrzuty, niepodjerzewałam, że kiedykolwiek zdradzę. Rozmawiałam ze swoim znajomym i powiedziałam, że żałuję tego co się stało, że nie powinno do teog dojść. Znajomy ma zupelnie inne podjeście (on jest bardzo otwarty seksualnie, czyli jakieś trójkąty itp. poza tym sądzi, że jak ktoś potrzebuje bliskości i intymności to powinien korzystać z możliwości). Zerwałam z nim kontakt.
Mój mężczyzna tego samego dnia, gdy wrócił z podróży się widzieliśmy i opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami. Powiedziałam, jak się czuje itp. w jakiś sposób mi wybaczył, ale był wtedy trochę pod wpływem alkoholu. Później przez tydzień było w miarę normalnie, prowadziliśmy rozmowy itp. Gdy nagle powiedział, że chce trochę samotności i przestał się do mnie odzywać przez 2 tygodnie. Później znów spotkania. Mówi mi, że jest mu ciężko z tym. Ja wiem, że jego to bardzo boli. Zdaję sobie z tego sprawę, co uczyniłam. Dziś się widzimy. Cudem udało mi się do niego dodzwonić, zazwyczaj wyłączał telefon. Wczoraj przez parę godzin w nocy stałam pod jego domem czekając na niego. Przez ten czas rozłąki wszystko sobie ułożyłam w miarę. Jeszcze mocniej go kocham. Przypomnialam sobie wszystkie nasze problemy, wszystkie te złe i dobre chwile. W trakcie całego związku oboje dojrzewaliśmy.
Teraz już wiem. Bardzo mocno go kocham. I wiem, że on mnie kocha. Chciałabym odbudować wszystko. Wiem, że juz nic nie będzie takie same. Wiem, że to JA zespułam wszystko, przez swoją głupotę. Silnie to przeżywam nawet straszne myśli przychodziły mi do głowy....Dziś powiem mu co przemyśłałam i tak, jak kiedyś on mnie błagał na kolanach bym mu przebaczyła jego zachowanie tak dziś ja padnę przed nim na kolana. Nie widzę życia z nikim innym. On jest tym jedynym.
Nie wiem czemu ludzie czasami działają pod wpływem chwili bez namysłu.... Ludzie nie popełniajcie takich błędów. Czytamy różne historie i myślimy, że nigdy nas to nie spotka, że to nas nie dotyczy...nie bądźmy w życiu tacy pewni. Pilnujmy się, trzymajmy nasze prymitywne instynkty.
Teraz nie potrafię normalnie funkcjonować. Śpię po 3 godziny, prawie nic nie jem, wymiotuję z nerwów, nie mogę za nic się zabrać, ciągle myślę o nim piszę, że go kocham, dzwonię...Zrobiłabym teraz wyszystko dla niego....